Kołobrzeżanki postanowiły zaprotestować przeciwko językowi nienawiści i pogardy, który obecny jest na jednym z portali. Sprawa dotyczy lekceważących i seksistowskich określeń, które padają ostatnio w przestrzeni publicznej pod adresem dwóch wiceprezydentek Kołobrzegu.
Podczas dzisiejszej konferencji, grupa kobiet, które postanowiły otwarcie wyrazić swój sprzeciw i stwierdziły, że o zaistniałej sytuacji powiadomiły krajowe instytucje zajmujące się prawami kobiet i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zażądały również przeprosin. Więcej w wideo poniżej.
Kobiety protestują przeciwko językowi nienawiści i pogardy. Żądają też przeprosin
Synonimy do słowa „błyskotka”
Zbiorcza lista wszystkich synonimów do słowa błyskotka:
bibelot,
cacko,
cudeńko,
cudo,
istne cudo,
klejnocik,
ładny drobiazg,
ozdoba,
perełka,
świecidełko,
cacuszko,
coś pięknego,
pieścidełko,
szkiełko,
brylancik,
brylant,
ozdóbka,
Najlepsze to bibelot i ozdóbka- rozumiem
Brylant, perła ,coś pięknego ,ozdoba ,cacuszko …..Raczej to dla mnie .
Błyskotka – pochodzi od słowa błyskotliwa – zdrobniale o kobiecie która ma bardzo błyskotliwy umysł .Ciekawe pomysły ponad przeciętną i wyraziste od słowa błysk .
to takie gorzkie żarty, tak? Palenie głupa, tak? robienie sobie żartów, bo się pojmuje lub nie dostrzega problemu, tak?
Nie pani Sylwio to nie gorzkie żarty ani „palenie głupa” – po prostu taki jest nasz język polski i takie znaczenie mają słowa ich synonimy i pochodzenie danego słowa .Językoznawcy opisują znaczenie słów nawet nie wielcy uczeni „zwykły” mgr nauczyciel języka polskiego po przeczytaniu słownika znaczenia i pochodzenia słowa „błyskotka” napisał by to samo .Tak to po prostu jest .To nie jest w języku polskim obraźliwe słowo .Również każdy Sędzia tak stwierdzi .Niestety – rozumiem po części rozgoryczenie ale słowo Błyskotka pochodzi od błyszczeć ,błyskotliwy/a to znacząca część Polaków uważa w potocznym rozumowaniu za pozytywne określenie a przynajmniej naturalne określające jakąś cechę charakteru osoby. Pozdrawiam
PS Proszę oczywiście jeśli można nie używać zwrotów „palenie głupa” nie wypada Kobiecie — No nie tylko Kobiecie i zachęcam do literatury słownika języka polskiego .
Kiedyś o kobietach w polityce mówiono „paprotki” nie przypominam sobie, żeby ktoś bronił tego lekceważącego określenia, mówiąc, że to miła roślina doniczkowa, które pozytywnie wpływa na otoczenie. Wszyscy zdawali sobie sprawę z kontekstu. Kobieta w życiu publicznym nie jest żadną błyskotką, być może, co bardzo prawdopodobne ma błyskotliwy umysł, ale nie jest żadną błyskotką
Czekam na proces . Analiza ip komputer[ów z których pisano komentarze na tamtym portalu może być ciekawa…. hihihihi
DZIENNIKARZE WYKLĘCI
Osnowę tego felietonu stanowią wydarzenia do jakich doszło w środę 6 lutego podczas konferencji aktywu partyjnego lokalnej Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej et consortes. Konferencja dotyczyła uprawiania hejtu, mowy nienawiści, szowinizmu, cyberprzemocy w sieci, szczególnie względem kobiet. Jeżeli coś pominąłem to przepraszam. Konferencja poświęcona została dwóm panom – Robertowi Dziembie (miastokolobrzeg.pl) i Piotrowi Rybczyńskiemu (Radio Kołobrzeg), którzy mieli się tych czynów notorycznie dopuszczać. Tak się składa, że ten drugi to akurat ja, stąd wyłącznie swoim spostrzeżeniom w tej materii poświęcam poniższy tekst. Formuła felietonu, co do zasady, stanowi subiektywną narrację. Mam nadzieję, że Robert mi wybaczy i nie poda do sądu, tudzież organizacji zajmujących się równouprawnieniem, prawami człowieka czy wolnością słowa.
Ale od początku. Z niewiadomych dla mnie przyczyn nie zostaliśmy zaproszeni na konferencję prasową zorganizowaną przez zaplecze polityczne wymienionych przeze mnie partyjnych organizacji. W interesie społecznym jest, aby przekaz docierał do jak najszerszego kręgu odbiorców. Nie zaproszono (przynajmniej) Radia Kołobrzeg, Radia Koszalin i portalu miastokolobrzeg.pl. Ważna kwestia dotyczy również warsztatu dziennikarskiego- dlaczego post factum nikt do nas nie zadzwonił, nie przyszedł, nie skonfrontował treści, które padły pod naszym adresem. A zarzuty są bardzo poważne. Podstawowa zasada dziennikarstwa brzmi – zapytać o zdanie drugiej strony i dać możliwość ustosunkowania się do zarzutów.
Teraz meritum. Zostałem podczas konferencji przedstawiony jako zło w czystej postaci. Moim nie tyle prawem, ile obowiązkiem jest zadawanie pytań, często niewygodnych. Za zadawanie takich pytań zostałem zaszczuty przez partyjny aktyw, który nie toleruje niezależnego dziennikarstwa, niespolegliwych dziennikarzy, a tym bardziej krytyki obowiązującej władzy. Partyjne przybudówki zostały zaprzęgnięte tylko do tego, żeby nazwać mnie szowinistą uprawiającym cyberprzemoc, który atakuje bezbronne kobiety. Poniekąd czuję się wyróżniony takim skorelowaniem uwagi, aczkolwiek mamy tutaj do czynienia z szeroką akcją mającą odwrócić uwagę od problemów magistratu, które staramy się od pewnego czasu prześwietlić i informować o nich opinię publiczną. Słuchając konferencji, czułem jakbym był okładany kijami bejsbolowymi, czemu towarzyszyły okrzyki: „Nie bij, nie bij”. Deo gratia, przyświecała mi jednak świadomość, że to ja jestem ofiarą zorganizowanego hejtu kilku partyjnych działaczek. Ale i tak zabolało.
Jak rozumiem, Panie z zaplecza politycznego lokalnych partyjnych struktur, o których już wspomniałem, przesłuchały audycje „Dobry, zły i brzydki”, pod której adresem padają głównie zarzuty i oskarżenia. Szczególnie ciekawią mnie fragmenty, w których używam terminu „błyskotki” w stosunku do zastępczyń prezydent Anny Mieczkowskiej. Otóż, może mieć miejsce taka sytuacja, że tego terminu nie używałem. Natomiast z konferencji prasowej wynika, że używałem go nagminnie – co więcej, z premedytacją. Technicznie rzecz biorąc, taka sytuacja miejsce jednak miała. Z tego co pamiętam, w stosunku do Pani Moniki Foremnej-Pilarskiej i Ilony Grędas-Wójtowicz użyłem tego plugawego terminu. Uwaga. Protestującym przeciwko mnie Paniom z PO, SLD i KODu może pęknąć w tym momencie serce. Powiedziałem, że określenie „błyskotki” osobiście mi się nie podoba i nie będę go używać.
Za to zostałem podany do krajowych instytucji zajmujących się prawami kobiet, do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, Fundacji Feminoteka? Przepraszam, jeżeli wszystkiego nie wymieniłem, tyle udało mi się zapisać podczas tej biegunki słownej, lista zapewne jest dłuższa, a nie czuję w tym momencie potrzeby, żeby do niej wracać bez ustawowego pełnomocnika. Chyba nawet nie mogę, bo jak zaneguję swoje stwierdzenie, że nie podobało mi się określenie „błyskotki”, to podwójne zaprzeczenie będzie oznaczało potwierdzenie. Panie reprezentujące grono pedagogiczne zaszczyciły konferencję, zatem z pewnością mają zdolność kojarzenia tego typu faktów i by mi to wypomniały.
Celowo też nie odniosę się do tekstów niektórych portali, gdzie w podmiocie lirycznym cyberbandyta Rybczyński stosuje język nienawiści. Na jednym z nich, dziennikarka pyta: „Co w takim razie robi w zawodzie jeden i drugi “dziennikarz”? Odpowiedziałem. Bezczelnie. Nie ogranicza się do przeklejania maili rzecznika prasowego, lokowania produktu obowiązującego przekazu dnia i traktowania tego jako prawdy objawionej. Biega po mieście, pyta o zdanie radnych innych opcji, kwestionuje, podważa, zadaje głośno pytania, anonimowo pyta urzędników o zdanie. Zadaniem dziennikarza jest krytyczna analiza rzeczywistości. To trudniejsze, zabiera większość czasu, można się narazić lokalnym włodarzom, partii rządzącej w mieście, a nawet być posądzonym o seksizm, pomijając już anachroniczne, patriarchalne ujęcie seksizmu jako postawy, gdzie ofiarami dyskryminacji są wyłącznie kobiety.
Naturalnie określenie „błyskotki”, wymyślone przez urzędników Magistratu stanowi najgorszą z możliwych formułę poniżenia. Jeden z idoli mojego pokolenia, Kazik Staszewski śpiewał: „Niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi”. Ktoś tutaj ma problem z logiką faktów i zamiast sprawcy zbrodni chce ciągać po sądach projektanta noża.
Panie wymieniające moje nazwisko w kontekście przemocy trzymały w rękach portrety zamordowanych polityków, między innymi prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zapewne odpowiedzą mi na nurtujące mnie pytanie – gdzie i kiedy stosowałem cyberprzemoc względem kobiet? Na antenie lokalnego radia? Jeżeli protestujące tego jeszcze nie dostrzegły, jestem dziennikarzem radiowym. Wiedzą zatem o czymś, czego ja nie wiem.
Nota bene, równie dobrze mogę zostać nazwany faszystą, antysemitą, rasistą czy pedofilem. Faszystą – jak ktoś oglądał moją bibliotekę i zobaczył źródła dotyczące III Rzeszy; antysemitą – na panelu naukowym kiedyś pokłóciłem się z rabie, rasistą – nie lubię Eddy’ego Murphy’ego; pedofilem – podejrzanie często pojawiam się na imprezach z dziećmi, w dodatku trzymam dziwne urządzenie.
Trochę jednak zawiodłem się po środowych inwokacjach pod moim adresem. Panie nie przyszły wieczorem pod mój dom z pochodniami. Wszak ta metoda sekowania rewelacyjnie sprawdza się już od średniowiecza. Z szacunkiem jednak oddam, że portrety w XXI wieku są o niebo lepsze, a w średniowieczu były po prostu zbyt drogie.
Kolejna kwestia. Jako jeden z nielicznych dziennikarzy, większość protestujących przeciwko mnie kobiet dobrze znam, uczestniczyłem z nimi podczas akcji, wieców, manifestacji w obronie sądów, kobiet, wolności, równouprawnienia, przeciwko przemocy – zapraszały mnie, nagrywaliśmy materiały i robiłem z tego radiowe reportaże. Robiłem to z własnej, nieprzymuszonej woli, nikt mnie do tego nie zmuszał – po prostu widziałem w tym wartość i stanowiło to dla mnie kwintesencję zawodu.
Podczas konferencji mowa tylko o dwóch Paniach, których ponoć nienawidzę, wobec nich jestem hejterem stosującym cyberprzemoc i nazywam je błyskotkami- najgorszym określeniem jakie padło podczas publicznych wypowiedzi w publicznych debatach lokalnego samorządu. Bezczelnie spytam, gdzie reszta pokrzywdzonych przeze mnie kobiet? Przecież Panie wypowiadały się w imieniu wszystkich kołobrzeżanek, nie tylko tych, które objęło spektrum kamery. Nie licząc audycji, przeprowadzam kilkadziesiąt rozmów każdego miesiąca, tak że zebranie materiału dowodowego powinno być tylko kwestią czasu. To małe miasto. Chciałbym również Paniom występującym na konferencji serdecznie podziękować. Tyle nieznajomych kobiet, ile ze mną się kontaktowało w ciągu ostatnich dwóch dni, nie rozmawiało ze mną w przeciągu ostatnich dwóch lat. I nigdy nie usłyszałem tylu słów wsparcia.
Podczas konferencji usłyszałem jeszcze jedną rzecz pod naszym adresem: „Oni nie mogą być bezkarni”. Zgadzam się z tym całkowicie. Moje nazwisko pada w kontekście stosowania cyberprzemocy, zostałem uznany za hejtera atakującego kobiety, ba, używam w stosunku do zastępczyń prezydent określenia „błyskotki”- jest jedna tylko droga ucywilizowania i rozstrzygnięcia tego sporu – przenieśmy go na salę sądową, gdzie każda ze stron będzie miała możliwość złożenia oświadczenia woli i dowodzenia swoich racji. Na innej płaszczyźnie nie widzę takiej możliwości.
I na zakończenie. To my nie boimy się mówić o wszystkim, np. o skandalicznej i bulwersującej sprawie powiększanych dodatków motywacyjnych jednej z dyrektorek kołobrzeskiej podstawówki ukaranej naganą, przemilczanej przez większość portali. Seksizm? Bo jest kobietą? Gratulacje. A może to strach przed narażeniem się lokalnej władzy? Koniunkturalizm? Oportunizm? To my rozmawiamy o publicznych pieniądzach, setkach milionów złotych na które pracują kołobrzescy podatnicy. Jak pójdzie coś nie tak, pierwsze pytanie pod adresem dziennikarzy będzie brzmiało – gdzie wy byliście? Dlaczego nie wszczęliście alarmu? Dlaczego o tym nie mówiliście? Tu i teraz, właśnie o tym mówimy.
Do usłyszenia
Piotr Rybczyński
PS. Tuż przed emisją powyższego felietonu wykonano do mnie kilka telefonów, w sprawie ewentualnych kroków prawnych, jakie zamierzają podjąć nasze redakcje. Czy przyjęte przeze mnie zostałyby np. przeprosiny, itp. Próbowano wysondować, jakie moje nastawienie. Przeprosiny? Ale za co? Dokonano publicznie społecznej dekapitacji mojej głowy. Teraz będą chcieli mi ją przyszyć?
„Wyklęci” to byli żołnierze, którzy byli mordowani w katowniach SB i chowani anonimowo na łączkach. autor tego felietonu grubo przegiął
Kiedyś o kobietach w polityce mówiono „paprotki” nie przypominam sobie, żeby ktoś bronił tego lekceważącego określenia, mówiąc, że to miła roślina doniczkowa, które pozytywnie wpływa na otoczenie. Wszyscy zdawali sobie sprawę z kontekstu. Kobieta w życiu publicznym nie jest żadną błyskotką, być może, co bardzo prawdopodobne ma błyskotliwy umysł, ale nie jest żadną błyskotką