„Czarodzieje z wydm” w czwórce najlepszych drużyn turnieju Coast2Coast Streetball

Prawie stu zawodników z 14 drużyn zagrało wczoraj na boiskach Parku Agrykola w Warszawie w turnieju Coast2Coast, który początkowo był rozgrywany w Kołobrzegu. W czwórce najlepszych drużyn zawodów znaleźli się „Czarodzieje z wydm”.

Zdjęcie górne: Łukasz Sakowski 

Niestety, „Czarodzieje z Wydm” przegrali w półfinale z „Jakoś to Będzie” Warszawa 8:18. Nie przynieśli jednak wstydu – znaleźli się w najlepszej czwórce turnieju. Co ciekawe, w pierwszym z trzech rozegranych wczoraj przez kołobrzeżan meczów w drużynie Czarodziejów zagrała jedyna kobieta występująca podczas tegorocznych rozgrywek C2C –  Dominika Paczóska.
– To był bardzo dobry turniej. Poziom mieszany, bo w drużynach grali zawodowcy i amatorzy, ale wszyscy wyszli na boisko mocno zmotywowani i potraktowali grę jak najbardziej poważnie. Była szybka koszykówka i emocje.- mówi Roland Mleczko kapitan „Czarodziejów z wydm”, były zawodnik Kotwicy i uczestnik poprzednich turniejów Coast2Coast, gdy te były jeszcze rozgrywane w Kołobrzegu. – Decyzja, by pojechać do Warszawy zapadła szybko, jak tylko dowiedziałem się, że turniej jest znowu organizowany. Wiem, że organizatorzy mają plany przygotować Coast2Coast za rok również w Kołobrzegu. Jeżeli tak się stanie, na pewno w nim zagram. – deklaruje.
Turniej C2C 2019 wygrała drużyna „Dzbany Warszawa”, pokonując w finale „Jakoś to będzie”. Z kolei konkurs wsadów wygrał Piotr Grabo Grabowski, który na niedawno rozegranych mistrzostwach świata 3×3 w Amsterdamie zajął drugie miejsce, choć wielu obserwatorów przyznaje, że to on powinien być zwycięzcą.
Duże wrażenie na publiczności zgromadzonej w Parku Agrykola zrobił Danil Golenkov z Zaporoża. Ten mierzący 174 cm dunker z Ukrainy pojawił się w Polsce pierwszy raz i gdyby nieudany wsad w pierwszej rundzie konkursu, mógł sprawić niespodziankę.
– Pogoda mogła być bardziej dla nas łaskawa. Niestety finał rozegraliśmy na mokrym podłożu. Ale to, co powtarzam zawsze; to jest streetball, tu się gra trochę inaczej, tu liczy się sama przyjemność z rywalizacji. – mówi Karol Skórko, który po siedmiu latach przerwy reaktywował turniej C2C w Warszawie, gdzie dziś mieszka i pracuje. – Dlatego jestem wdzięczny za fairplay do końca i mam dużo szacunku dla drużyn: Jakoś to będzie i Dzbany, że zdecydowały się rozegrać spotkanie finałowe. Wpisy na Facebooku świadczą o tym, że nawet w Warszawie, choć dzieje się tu wiele, to jednak brakowało takiej imprezy jak Coast2Coast. – dodaje.

Fot. Karol Skórko

Napisz komentarz

zobacz wszystkie komentarze

Your e-mail address will not be published. Also other data will not be shared with third person. Required fields marked as *

*

Send this to friend