Rada Miasta Kołobrzeg odrzuciła dziś projekt uchwały w sprawie ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu. Propozycja zakładała zakaz sprzedaży „procentów” od godz. 23 do 6 rano, z wyłączeniem lokali gastronomicznych i miejsc, w których alkohol spożywany jest na miejscu. Za projektem zagłosowało 4 radnych, przeciw było 14, dwie osoby wstrzymały się od głosu, a jedna była nieobecna.
Podczas dzisiejszej sesji Rady Miasta Kołobrzeg radni zajęli się projektem uchwały dotyczącym ograniczenia sprzedaży napojów alkoholowych w godzinach nocnych. Propozycję przygotował klub radnych Wspólnota Samorządowa. Zakładała ona wprowadzenie na terenie miasta zakazu sprzedaży alkoholu przeznaczonego do spożycia poza miejscem sprzedaży — codziennie od godziny 23 do 6 rano. Ograniczenie nie obejmowałoby lokali gastronomicznych, klubów czy restauracji, gdzie alkohol spożywany jest na miejscu.
Autorzy projektu argumentowali, że chodzi o poprawę bezpieczeństwa, ograniczenie dostępności alkoholu i przeciwdziałanie negatywnym skutkom jego spożywania. W uzasadnieniu wskazano między innymi na rosnącą liczbę interwencji wobec osób nietrzeźwych w Kołobrzegu — z 356 przypadków w 2024 roku do 380 w 2025 roku.
Dyskusja nad projektem była długa i momentami bardzo krytyczna. Główne argumenty przeciwników uchwały dotyczyły tego, że proponowane rozwiązanie nie rozwiązuje realnego problemu, ma charakter pozorny, a w praktyce objęłoby przede wszystkim kilka stacji benzynowych.
Radna Izabela Zielińska (radna niezrzeszona) zwracała uwagę, że uchwała nie dotyczy szerokiego systemu sprzedaży alkoholu w mieście.
— Nie mamy sklepów nocnych, a dzisiaj ta uchwała dedykowana będzie, tak na dobrą sprawę, sześciu stacjom benzynowym. Więc pytam: po co mamy to wprowadzać dla sześciu stacji benzynowych, skoro nie obejmie to całości systemu funkcjonującego w Kołobrzegu? — mówiła radna.
Podobnie argumentował radny Dariusz Zawadzki (Koalicja Obywatelska), który ocenił projekt jako populistyczny.
— Statystyki też są ważne, ale nie do końca można im wierzyć, bo jak to się mówi: jak pani je mięso, ja jem kapustę, to oboje statystycznie jemy gołąbki. Zgadzam się z radną Zielińską, że ten projekt uchwały jest moim zdaniem populistyczny. Pomysł i idea są ciekawe i słuszne, tylko każdy z nas wie, że życie w mieście po godzinie 21 czy 22 tak naprawdę zamiera — mówił Zawadzki.
Radny przekonywał też, że jeżeli miasto chce realnie rozmawiać o problemie alkoholowym, powinno przyjrzeć się sprzedaży alkoholu w ciągu dnia, zwłaszcza tzw. małpkom.
— Średnia dzienna sprzedaż w kraju wynosi prawie półtora miliona sztuk, z czego aż 30 procent sprzedaży odbywa się między godziną 6 rano a 12. Jeżeli już chce się walczyć z tym bardzo poważnym problemem, to projekt uchwały powinien mieć godziny od 23 do 12 w południe — dodał.
W jego ocenie ewentualny zakaz nie zatrzymałby nocnego kupowania alkoholu, a jedynie przeniósłby je poza granice miasta.
— Gdyby ta prohibicja zaistniała, to po prostu zarobiłaby stacja benzynowa w Zieleniewie, stacja benzynowa w Ustroniu Morskim, bo ludzie wysyłaliby taksówki po dowóz w środku nocy. Ta uchwała nie załatwi kompletnie żadnego problemu. Jest stricte populistyczna i pod publikę — mówił radny.
Radna Zuzanna Hazubska (Koalicja Obywatelska) również zapowiedziała głosowanie przeciw. Jej zdaniem uchwała nie wskazuje związku między wskazanym problemem a proponowanym rozwiązaniem.
— W mojej opinii to jest pozorowanie działań i nie rozwiąże żadnego problemu. Czy kogokolwiek to wyleczy z nałogu? Nie. Czy to rozwiąże skutecznie jakikolwiek problem społeczny, skoro dotyczy sześciu podmiotów? Nie. Ta uchwała w tym kształcie nie rozwiąże żadnego problemu i właśnie dlatego będę przeciw — mówiła Hazubska.
Radna podkreślała, że zakaz nie objąłby wielu miejsc i sytuacji, w których faktycznie dochodzi do spożywania alkoholu.
— Uchwała dotyczy sprzedaży alkoholu od 23 do 6 rano, przeznaczonego tylko do spożycia poza miejscem sprzedaży. Czyli nie dotyczy lokali, klubów, dyskotek, restauracji, imprez prywatnych, domówek, grilli, wesel, apartamentów, plaży. Nie dotyczy też alkoholu kupionego wcześniej — wyliczała.
— Mamy liczby o nietrzeźwości, mamy ogólne dane o alkoholu, mamy mocne słowo o bezpieczeństwie, ale nie mamy jednej bardzo ważnej rzeczy: związku przyczynowego między piciem alkoholu a proponowanym rozwiązaniem — dodała.
Sceptycznie do projektu odniósł się także radny Krzysztof Plewko (radny niezrzeszony). Przywołał własne doświadczenia z Norwegii, gdzie — jak mówił — bardzo ograniczony dostęp do alkoholu prowadził do rozwoju nielegalnej produkcji.
— Z doświadczenia mogę powiedzieć, że to jednak nie wypali. W latach osiemdziesiątych przez pięć lat pływałem na linii Szczecin–Norwegia. Tam praktycznie wprowadzono prawie prohibicję. I co się wtedy stało? Powstawały jak grzyby po deszczu prywatne bimbrownie. Ludzie sobie poradzili, ale alkohol był produkowany nielegalnie, państwo nic z tego nie miało, a ten alkohol był mocniejszy i powodował większe spustoszenie dla zdrowia — mówił Plewko.
Radny wskazywał również na ryzyko tzw. turystyki alkoholowej.
— Jak ktoś będzie chciał, to podjedzie do Grzybowa albo w drugą stronę, do Czernina. Tam mogą powstać punkty, gdzie będą sprzedawali alkohol i dużo na tym zarabiali. Takie miasto jak Kołobrzeg, pozbawione możliwości kupowania alkoholu w nocy, sprawi, że ludzie będą jeździli gdzie indziej — argumentował.
Radny Jacek Woźniak (Wspólnota Samorządowa) zwrócił uwagę na różnicę między osobami nietrzeźwymi a osobami w stanie skrajnego upojenia alkoholowego, które trafiają do szpitala.
— Szpital nie wykonuje żadnych usług dla osób nietrzeźwych. Wykonuje usługi dla osób w stanie skrajnego upojenia alkoholowego. To jest różnica, bo tam przywozi się ludzi, którzy się do niczego nie nadają — mówił Woźniak.
Jednocześnie radny przyznał, że temat wymaga dalszej analizy.
— Jako wieloletni mieszkaniec Osiedla Ogrody spotykałem się z opiniami mieszkańców i zauważyłem, że te statystyki zaczęły spadać w momencie, kiedy zamknął się ostatni sklep nocny. A to jest argument. Cieszy mnie ta dyskusja. Fajne argumenty padają z jednej i z drugiej strony — podkreślił.
Głos zabrała także radna Renata Brączyk (Wspólnota Samorządowa), która przedstawiała projekt uchwały. Odpowiadała na zarzuty o populizm i podkreślała, że problem alkoholu zna również z doświadczenia zawodowego.
— Tylko człowiek, który nic nie robi, nie popełnia błędów. Jeżeli popełniłam, sorry, bo przygotowywałam się dobrze. Nie uprawiam żadnego populizmu. Kto mnie zna, ten wie, że w tej sferze społecznej, medycznej, etycznej i moralnej obracam się od wielu lat. Ten problem jest mi znany i nieraz widziałam różne sytuacje związane z konsekwencjami nadmiaru picia alkoholu — mówiła Renata Brączyk.
Radna sama przyznała, że projekt najprawdopodobniej nie uzyska większości, ale apelowała, by nie zamykać dyskusji.
— Myślę, że ten projekt uchwały naszego klubu nie zyska aprobaty, tak już policzyłam sobie te głosy w głowie, ale wróćmy do tego tematu. Wróćmy na najbliższej albo następnej sesji, na komisjach. To jest zbyt ważny temat — apelowała.
Ostatecznie projekt uchwały przepadł w głosowaniu. Za było 4 radnych, przeciw 14, dwie osoby wstrzymały się od głosu, a jedna była nieobecna. Projekt poparli radni Wspólnoty Samorządowej.