Ostatnia sesja zakończyła się tuż przed godziną pierwszą w nocy. Radni obradowali więc blisko 16 godzin. Czy tak długie sesje mają sens i czy narastające zmęczenie nie ma czasami negatywnego wpływu na podejmowane decyzje? O higienę pracy pytała jeszcze podczas obrad radna Renata Brączyk (klub PiS).
Na zdjęciu radna Renata Brączyk podczas ostatniej sesji Rady Miasta. Radna pytała m.in. o zasadność tak długich obrad.
– Czy jest regulamin i czy pan przewodniczący może wdrożyć jakieś procedury, by sesje nie trwały tak długo. – zwróciła się do przewodniczącego Rady Miasta radna Renata Brączyk (klub PiS). – Jest godzina 00.25. Czy kwestia bezpieczeństwa i higieny pracy nas nie obowiązuje? Mózg człowieka po godzinie 22 wkracza w fazę wypoczynku. To światło, które tu jest nie działa dobrze na nasze oczy. Nie mówiąc już o naszym krążeniu. – przekonywała radna.
Okazuje się jednak, że przewodniczący nie ma żadnego wpływu na długość obrad. To ile godzin radni spędzą na sali posiedzeń w urzędzie miasta zależy w dużym stopniu od toczących się dyskusji, które poprzedzają głosowanie projektów uchwał.
-Działam w ramach określonych przez statut Rady. – mówi Piotr Lewandowski, przewodniczący Rady Miasta. – Jeżeli radny mówi długo, ale na temat to nie mam wpływu na długość jego wypowiedzi. Mogę jedynie odwołać się do rozsądku radnych. Często te dyskusje na sesji są kopią tego co miało już miejsce na komisjach. Padają te same pytania i radni otrzymują te same odpowiedzi, które otrzymali już wcześniej.
A co jeżeli radni mówią nie na temat? Przewodniczący może dwukrotnie ich upomnieć, a za trzecim razem odebrać głos. Jeżeli jednak radny trzyma się tematu, teoretycznie może mówić bez końca…
Wtorkowa sesja, która przeciągnęła się do środy była drugą w ciągu ostatnich miesięcy, która trwała dwa dni.