Miasto protestuje, starosta zdecyduje. Czy samochody wjadą na ścieżkę przy Arciszewskiego?

You are currently viewing Miasto protestuje, starosta zdecyduje. Czy samochody wjadą na ścieżkę przy Arciszewskiego?
  • Post category:Hot
  • Post comments:2 komentarze

Czy na trasie pieszo-rowerowej przy ul. Arciszewskiego w Kołobrzegu zostanie dopuszczony ruch samochodów? Miasto zapowiada negatywną opinię dla proponowanej zmiany organizacji ruchu. W tle jest jednak większy problem: dojazd do nieruchomości, które już są albo w przyszłości mogą być zabudowywane.

Sprawa dotyczy odcinka ul. Arciszewskiego, gdzie obecnie funkcjonuje ciąg pieszo-rowerowy, będący częścią popularnej trasy R10. Według miasta proponowana przez starostwo powiatowe w Kołobrzegu zmiana organizacji ruchu miałaby polegać na dopuszczeniu przejazdu samochodów do nieruchomości położonych za znakiem zakazu ruchu. W praktyce — jak alarmują urzędnicy i mieszkańcy — zapis może być zbyt szeroki.

Miasto nie zgadza się na samochody na trasie rowerowej

Podczas konferencji prasowej przy ul. Arciszewskiego wiceprezydent Kołobrzegu ds. gospodarczych Ewa Pełechata mówiła, że miasto będzie bronić obecnej organizacji ruchu, tj. całkowitego zakazu wjazdu samochodów na trasę pieszo-rowerową.

— Spotykamy się w bardzo szczególnym miejscu, przy znaku, którego generalnie bardzo bronimy, razem z zarządem dzielnicy — podkreślała wiceprezydent.

Jak wyjaśniała, sprawa nabrała tempa po piśmie starosty kołobrzeskiego, wzywającym miasto do zmiany organizacji ruchu. Miasto stoi jednak na stanowisku, że wyrok sądu kwestionujący obecną organizację ruchu, nie przesądza o konieczności dopuszczenia tędy przejazdu samochodów, lecz wskazuje na potrzebę lepszego uzasadnienia obecnych rozwiązań.

— Nasza odpowiedź na tę propozycję zmiany organizacji ruchu będzie stanowczym nie, zważywszy, że uzasadnienie tutaj zawarte jest po prostu niesłychanie skromne, zawiera całe dwa akapity — mówiła Ewa Pełechata.

Miasto zleciło już analizę ruchu, obejmującą nie tylko samochody, ale także rowerzystów i pieszych. Badania mają być prowadzone zarówno w sezonie, jak i poza sezonem, kiedy działają szkoły. Dokument ma być gotowy w sierpniu.

„Teoretycznie można byłoby pojechać ścieżką nawet do Grzybowa”

Największe zastrzeżenia urzędników dotyczą treści nowej organizacji ruchu, w której starostwo proponuje dopisek pod zakazem wjazdu na ścieżkę „nie dotyczy dojazdu do nieruchomości”. Zdaniem miasta taki zapis jest zbyt ogólny i może otworzyć drogę do szerszego ruchu niż tylko dojazd do konkretnej działki.

— Taki zapis, jaki jest proponowany, czyli zapis „nie dotyczy dojazdu do nieruchomości” bez precyzowania, jakiej nieruchomości to dotyczy, może dotyczyć każdej nieruchomości, która jest zlokalizowana za znakiem — mówił Karol Królikowski, naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej i Lokalowej.

Jak dodał, w skrajnym wariancie można byłoby interpretować to tak, że kierowca jedzie ścieżką rowerową nawet w stronę Grzybowa.

Naczelnik WGKiL podkreślał też, że analiza przygotowywana przez miasto ma opierać się na danych z terenu.

— Nie teoretyzowaniem, nie wróżeniem z fusów, tylko faktycznymi danymi zebranymi na miejscu — zaznaczał.

Mieszkańcy boją się o rowerzystów i dzieci

W konferencji wzięli udział również przedstawiciele mieszkańców Dzielnicy Zachodniej i zarządu dzielnicy. Oni również sprzeciwiają się zmianie organizacji ruchu.

— Na tym odcinku, gdzie ma być uruchomiony przejazd samochodów w obie strony, jeśli będą jechały dwa samochody, to rowerzysta gdzie ma się podziać? Ta droga jest otoczona rowami po obu stronach. Nie wyobrażam sobie tego, rowerzyści chyba do tych rowów będą wskakiwać — mówiła jedna z mieszkanek.

Mieszkańcy przypominają, że w sąsiedztwie znajdują się szkoły, a sama trasa jest intensywnie wykorzystywana przez pieszych i rowerzystów, szczególnie w sezonie.

Padło też pytanie o tempo działań.

— Skoro miasto zobowiązało się do przeprowadzenia rzetelnych analiz, porównania ruchu w sezonie i poza sezonem, to dlaczego tak szybko podejmowane są decyzje? Dlaczego nikt rzetelnie nie posłucha naszej strony? — pytał mieszkaniec osiedla.

Problem zaczął się wcześniej niż obecny spór o znak

Spór o organizację ruchu nie jest oderwany od szerszego kontekstu. Na końcu ul. Arciszewskiego znajdują się prywatne tereny, które w kolejnych latach były i mogą być zabudowywane. Wcześniejsze decyzje planistyczne miasta i Rady Miasta dopuściły tam zabudowę w znacznie szerszym zakresie, niż wielu mieszkańców chciałoby dziś zaakceptować.

To właśnie dlatego miasto jest dziś w trudnej sytuacji: z jednej strony sprzeciwia się wpuszczaniu samochodów na ciąg pieszo-rowerowy, z drugiej — musi mierzyć się z konsekwencjami dopuszczenia inwestycji na terenach, które wymagają realnego dojazdu.

Łącznik jako wyjście z impasu?

Miasto przygotowuje projekt rozwiązania drogowego, które mogłoby odciążyć obecny układ komunikacyjny i wyprowadzić ruch poza newralgiczny odcinek przy szkołach i trasie rowerowej. Tyle że zaprojektowanie łącznika nie oznacza automatycznie jego budowy.

Samorząd nie chce finansować tej drogi z budżetu miasta. Budowa miałaby leżeć po stronie właściciela lub właścicieli nieruchomości, którzy potrzebują dojazdu do swoich terenów. Takie były wcześniejsze ustalenia. Dziś jednak brak jasnych deklaracji ze strony prywtanych inwestorów, że taki lącznik na swój koszt wybudują.

To rozwiązanie również nie jest wolne od kontrowersji. Łącznik oznaczałby ingerencję w teren zielony, ale dla mieszkańców może być mniej ryzykowny niż dopuszczenie samochodów na uczęszczaną trasę pieszo-rowerową.

Decyzja starosty może zapaść mimo sprzeciwu miasta

Miasto zapowiada negatywną opinię do proponowanej zmiany organizacji ruchu. Problem w tym, że opinia magistratu nie jest dla starosty wiążąca.

— Nie ma naszej zgody na łamanie bezpieczeństwa i taką odpowiedź przekażemy panu staroście — mówiła Ewa Pełechata.

O komentarz poprosiliśmy starostę kołobrzeskiego Mirosława Tessikowskiego. W rozmowie telefonicznej z naszą redakcją zapowiedział, że odniesie się do dzisiejszej konferencji wiceprezydent Kołobrzegu po weekendzie. 

Do tematu wrócimy.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Anonim

    Niby zakaz jest a samochody i tak jezdza co Baltic Forest wrecz nawet trąbią na pieszych z pretensjami ze tamtędy ida…najpierw ktoś wzial kase do kieszeni wydał odpowiednie pozwolenia a teraz wielka afera…a winnego oczywiście nie ma…

    1. Anonim

      No masakra z tym Baltic Forest. Brak słów po prostu.

Dodaj komentarz