Radny Piotr Rzepka twarzą likwidacji Rad Osiedli. Ale pomogli mu też inni radni

Rada Miasta większością głosów odrzuciła wczoraj projekt uchwały ws. zarządzenia wyborów do dziewięciu Rad Osiedli w Kołobrzegu (ich kadencja kończy się w październiku) i uchwalenia kalendarza wyborczego. W praktyce oznacza to, że Rady Osiedli, w których pierwsze kroki stawiali m.in. niektórzy obecni radni Rady Miasta, zostaną zlikwidowane. Głosowanie poprzedziła długa dyskusja. Zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy małych samorządów osiedlowych mieli swoje argumenty. Z częścią można się zgodzić, z częścią nie, ale chodzi tu o sprawę bardziej fundamentalną.
Nie będę tych wszystkich argumentów cytować. Zamieszczamy wideo pod tekstem z zarejestrowaną dyskusją. Zachęcam do obejrzenia nagrania. Przejdę więc od razu do komentarza. Wyjaśnię tylko, że radny Piotr Rzepka ogłosił publicznie, że jeżeli pozostali radni boją się podjąć decyzję ws. likwidacji Rad Osiedli, to on to bierze „na klatę i może zostać twarzą ich zlikwidowania”. Stąd tytuł tego tekstu. W twardym stanowisku za likwidacją RO wtórował mu radny Jacek Kalinowski. Obaj panowie są z klubu radnych PiS.

Fot. Archiwum. Radny Piotr Rzepka (pierwszy z lewej) podczas jednej z sesji Rady Miasta.

Komentarz:

Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy Rad Osiedli, nie są chyba w stanie zaprzeczyć, że są one jednym z podstawowych elementów budowania kreatywności obywatelskiej w mieście. Są one najniższym szczeblem samorządu terytorialnego. Najniższym, a więc najbliższym ludziom.
Niektóre z nich w Kołobrzegu nie działają? Dochodzi do patologi? To je zlikwidujmy. Nie będzie rad osiedlowych, nie będzie problemu. Gratuluję logiki. Wyzwanie, by poprawić ich funkcjonowanie, widać przerosło radnych, którzy wybrali to najłatwiejsze z możliwych rozwiązań. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy napotkają większe trudności. A przecież radni Rady Miasta są m.in. od znajdowania rozwiązań w sytuacji, gdy coś szwankuje. Mamy prawo tego od nich wymagać.
Nikt tak naprawdę (no może oprócz radnej Izabeli Zielińskiej) nie potrudził się o odpowiedź na pytanie, dlaczego nie wszystkie Rady Osiedli działają tak, jak powinny. Słabo pobrzmiewały nieliczne głosy, że niska aktywność Rad Osiedli to tak naprawdę porażka nas wszystkich, również radnych Rady Miasta. Podano za to argumenty, które miały usprawiedliwić ich likwidację. I tak, obowiązki i kompetencje Rad Osiedli mogą przejąć organizacje pozarządowe. Naprawdę ktoś wierzy, że w tej sytuacji powstaną stowarzyszenia osiedlowe? Że istniejące organizacje nagle zajmą się sprawami osiedli i że będą one działały w sposób skoordynowany? Gratuluję optymizmu. Kolejny argument: każdy mieszkaniec ma prawo pójść do Urzędu Miasta, by załatwić osiedlową sprawę. Jakie to proste! Radni chyba zbyt długo są radnymi Rady Miasta, którzy działają z uprzywilejowanej pozycji. Anonimowy Kowalski w Urzędzie Miasta ma dużo mniejszą siłę przebicia przez zbiurokratyzowaną machinę niż choćby przewodniczący Zarządu Rady Osiedla. No to teraz cytat z radnego Kalinowskiego (lekko parafrazując): ”To my radni Rady Miasta możemy zajmować się tymi sprawami, którymi zajmowali się radni osiedlowi”. Mieszkańcy mogą więc teraz bez skrupułów zarzucić radnego Kalinowskiego prośbami o przesunięcie psiego pakietu, uzupełnienie woreczków na psie kupy, przycięcie krzaka, postawienie ławki itd. Tylko wtedy może zabraknąć czasu na snucie refleksji wypowiadanych później na głos podczas sesji Rady Miasta na ważne tematy w skali całego już miasta.

O co więc chodzi radnym, którzy zagłosowali za likwidacją Rad Osiedli? Nie wierzę, że temat tak po prostu ich przerósł. Bez względu na motywacje jest to odwrócenie się od mieszkańców, odebranie im prawa do zinstytucjonalizowanej (czyt. skuteczniejszej) działalności na rzecz swoich osiedli. Że z niej dotąd zbyt często nie korzystali? OK! Ja też dawno nie byłam w Częstochowie, nie wyrobiłam sobie nowego paszportu, nie startowałam nawet do Rady mojego osiedla, ale nikt mi tego prawa dotąd nie odebrał!
Może więc jest tak, jak mówili niektórzy, że część radnych obawia się, że w ich Radach Osiedlowych wyrośnie im konkurencja. Że tak jak oni kiedyś mieli szansę zdobywać pierwsze doświadczenie społecznika, działając dla swoich osiedli i na bazie tej aktywności dostać się później do Rady Miasta, w której nie dość, że wypłacana jest dieta, to jeszcze jakoś tak się składa, że łatwiej o dobrą pracę, teraz ktoś też dostanie taką szansę. A liczba mandatów w Radzie Miasta jest przecież ograniczona.

I na koniec – w tej sprawie przeprowadzono konsultacje społeczne. Fakt, że mieszkańcy nie ruszyli gremialnie, by się w tej sprawie wypowiedzieć. Ale ponad 500 osobom, z których zdecydowana większość (95 proc.) wypowiedziała się za zostawieniem Rad Osiedli, dziesięciu radnych wysłało jasny sygnał – wasze zdanie i całe te śmieszne konsultacje nie mają dla nas najmniejszego znaczenia. Trudno liczyć, że kołobrzeżanie kolejne konsultacje potraktują poważnie. Za jednym zamachem podważono więc dwa elementarne mechanizmy kształtujące społeczeństwo obywatelskie, odbierając tym samym mieszkańcom podmiotowość w ich własnym mieście – instytucję Rad Osiedli i konsultacje społeczne.

A radnemu Rzepce, krytykującemu niską frekwencję w konsultacjach, które nazwał kpiną, przypominam, że w wyborach do Rady Miasta w 2018 r. zdobył … 200 głosów. W tej sytuacji gratulacje należą się radnemu Kalinowskiemu, na którego blisko 3 lata temu zdecydowało się oddać głos 494 obywateli naszego miasta.

Monika Makoś

Radni, którzy zagłosowali przeciwko wyborom do Rad Osiedli:

Piotr Rzepka, Jacek Kalinowski. Kamil Barwinek, Maciej Bejnarowicz, Bartosz Bieńkowski, Adam Hok, Piotr Lewandowski, Karolina Szarłata-Woźniak, Agnieszka Trafas, Łukasz Zięba.

Radni, którzy zagłosowali za ogłoszeniem wyborów do Rad Osiedli:

Bogdan Błaszczyk, Renata Brączyk, Artur Dąbkowski, Przemysław Kiełkowski, Wiesław Parus, Krzysztof Plewko, Danuta Wilka, Jacek Woźniak, Dariusz Zawadzki.
Wstrzymała się od głosu Izabela Zielińska.

Napisz komentarz

zobacz wszystkie komentarze

Send this to friend