Na końcu ul. Arciszewskiego w Kołobrzegu znajdują się prywatne działki, które przed laty Agencja Mienia Wojskowego sprzedała prywatnym właścicielom. Obowiązujący dla tego terenu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dopuszcza zabudowę, więc sama możliwość rozpoczęcia inwestycji nie jest dziś dla miasta zaskoczeniem. Problemem pozostaje jednak coś innego: brak bezpiecznego i racjonalnego dojazdu do tych nieruchomości.
Sprawa jest poważna, bo w tej części miasta wkrótce może ruszyć budowa obiektu wielolokalowego. Przypomnijmy, że dla jednej z dużych działek Rada Miasta zwiększyła dopuszczalny procent zabudowy i teraz tylko na jednej nieruchomości może powstać nawet około 300 nowych apartamentów. Zanim jednak powstaną pojawia się poważny problem komunikacyjny – nie ma jak do tych terenów dojechać. Jedyna droga prowadzi wzdłuż dwóch szkół i ścieżką rowerową.
Ruch ciężkiego sprzętu zniszczy to, co zostało tam dotąd zrobione
Miasto podkreśla, że obecny układ drogowy nie jest przygotowany do obsługi takiej inwestycji, zwłaszcza na etapie budowy, kiedy konieczny byłby dojazd ciężkiego sprzętu i transportów materiałów.
Jak wyjaśnia rzecznik magistratu Michał Kujaczyński, ul. Arciszewskiego w praktyce kończy się tuż za Zespołem Szkół Morskich. Dalej przebiega już ścieżka rowerowa. Dodatkowo odcinek ul. Jedności Narodowej po remoncie nie był projektowany z myślą o intensywnym ruchu budowlanym, a przejazd ciężkiego sprzętu mógłby zniszczyć nawierzchnię.
Stanowisko miasta jest jednoznaczne: nie będzie zgody na to, by dojazd do działek odbywał się przez odcinek położony przy dwóch szkołach i przez uczęszczaną trasę rowerową R10. Samorząd nie chce dopuścić do sytuacji, w której samochody budowy rozjeżdżałyby ścieżkę rowerową lub jeździły w bezpośrednim sąsiedztwie placówek oświatowych.
Sytuację dodatkowo komplikuje trwające postępowanie dotyczące obecnej organizacji ruchu. Jeden z właścicieli nieruchomości zaskarżył decyzję Starosty Kołobrzeskiego w sprawie obowiązującej organizacji ruchu i braku możliwości dojazdu do działek. W efekcie miasto zostało zobowiązane do dalszych działań i przygotowania nowych rozwiązań komunikacyjnych. Choć stanowisko urzędu się nie zmienia i magistrat nadal uważa, że po istniejących ścieżkach rowerowych nie mogą poruszać się samochody, temat nie został jeszcze ostatecznie zamknięty.
Łącznik, który może rozwiązać problem, tylko kto za niego zapłaci?
Właśnie dlatego zlecono opracowanie projektu łącznika drogowego, który miałby połączyć ul. Arciszewskiego z ul. Klonową, a następnie ul. Klonową z ul. Wylotową. Według miasta taki wariant mógłby uporządkować ruch i ograniczyć uciążliwości dla mieszkańców.
To rozwiązanie ma jednak swoją cenę. Planowany łącznik musiałby przejść przez zalesiony teren w tej części miasta. Samorząd zaznacza przy tym wyraźnie, że samo przygotowanie projektu nie oznacza jeszcze decyzji o budowie drogi.
Dziś deklaracja urzędu jest jasna: łącznik nie powstanie z budżetu miasta. Innymi słowy, samorząd proponuje inwestorowi, by to on — na własny koszt — wybudował niezbędny dojazd do swoich terenów, zamiast próbować prowadzić ruch budowlany przez ścieżkę rowerową i okolice szkół.
– Z punktu widzenia miasta nie można udawać, że problem nie istnieje – podkreśla rzecznik Michał Kujaczyński. Jak dodaje, brak alternatywnego rozwiązania oznaczałby presję na prowadzenie ruchu budowlanego, a później także codziennej obsługi komunikacyjnej, właśnie w sąsiedztwie szkół i trasy rowerowej.
Miasto przekonuje więc, że nie stoi przed prostym wyborem „tak” albo „nie”, lecz próbuje uporządkować sytuację będącą skutkiem dawnych decyzji planistycznych. Z jednej strony są prawa właścicieli prywatnych działek, którzy kupili teren z możliwością zabudowy. Z drugiej — bezpieczeństwo mieszkańców, ochrona infrastruktury drogowej i rowerowej oraz troska o zieleń. Niezależnie od tego, które rozwiązanie ostatecznie zwycięży, konsekwencje odczuje cała dzielnica.