W sprawie spornej organizacji ruchu na ul. Arciszewskiego, po stanowisku miasta, które sprzeciwia się jej zmianom, dziś głos zabrał starosta kołobrzeski. I postawił sprawę jasno: jego zdaniem nie chodzi o polityczną przepychankę z magistratem, ale o prawo, wyrok sądu i dojazd do nieruchomości.
Starosta podkreśla, że cała sprawa dotyczy zarówno projektu organizacji ruchu, jak i prawa dojazdu do działek położonych za obecnym znakiem zakazu ruchu. Jak mówił, jego dzisiejsza konferencja była odpowiedzią na wystąpienie miasta, ale — według niego — nie jest to spór między samorządami. To spór o interpretację przepisów i dokumentów dotyczących istniejących tam obiektów oraz nieruchomości.
Kluczowy ma być jeden szczegół: według starosty droga publiczna przy ul. Arciszewskiego kończy się około 50 metrów za znakiem zakazu ruchu. Dalej zaczyna się droga wewnętrzna, której zarządcą jest miasto. Starosta przekonywał, że jego kompetencje jako organu zarządzającego ruchem kończą się przed drogą wewnętrzną.
Problem zaczął się od organizacji ruchu, którą — jak mówił starosta — przygotowało miasto i którą on zatwierdził. Pod znakiem zakazu ruchu znalazł się zapis, że zakaz nie dotyczy służb komunalnych oraz pojazdów posiadających zgodę zarządcy drogi. Tyle że później inwestor, mający legalne pozwolenie na budowę w tym rejonie, poszedł do sądu, bo — jak wynika z relacji starosty — miał problem z uzyskaniem odpowiedniej liczby zgód na przejazd.
Według starosty sąd w Szczecinie stwierdził, że zatwierdzona organizacja ruchu została wydana z naruszeniem prawa. To właśnie dlatego starostwo kilkukrotnie zwracało się do miasta o zmianę tabliczki pod znakiem. Chodziło o dopisanie, że zakaz ruchu nie dotyczy właścicieli nieruchomości.
Starosta przekonywał, że nie jest to jego pomysł na wpuszczenie samochodów na ścieżkę do Grzybowa. Wręcz przeciwnie — mówił, że takie twierdzenia są nieuprawnione. Przypominał, że przepisy zabraniają jazdy samochodem po drodze dla rowerów, a za takie wykroczenie grozi mandat. W jego ocenie sprawa dotyczy nie otwarcia trasy rowerowej dla aut, lecz zapewnienia dojazdu do konkretnych nieruchomości.
W centrum sporu są więc nie tylko znaki, ale też miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Starosta przypominał, że plan uchwalony przez radnych miasta w 2018 roku dopuścił zabudowę tych terenów. Jak mówił, jeśli plan przewiduje inwestycje i wskazuje dojazd, urzędnik nie może później samowolnie odmówić pozwolenia na budowę albo organizacją ruchu odciąć właścicieli od dojazdu.
Starosta wskazywał również na księgi wieczyste. Według niego przy nieruchomościach położonych za znakiem znajdują się zapisy o służebności przechodu i przejazdu. Podkreślał, że dojazd został zapewniony przez ul. Arciszewskiego, a nie inną trasą.
Padły też mocne słowa o konsekwencjach. Starosta mówił, że niedopuszczalne jest zmienianie sposobu zagospodarowania terenu określonego w planie za pomocą organizacji ruchu. Jego zdaniem takie działanie może prowadzić do konsekwencji odszkodowawczych. Podkreślał, że samorząd musi działać w granicach prawa, nawet jeśli sprawa budzi emocje społeczne.
Odnosząc się do mieszkańców, starosta zapewniał, że rozumie ich głos i obawy. Mówił, że jest po stronie mieszkańców walczących o bezpieczeństwo, przyrodę i spokój dzielnicy. Jednocześnie zaznaczał, że trzeba znaleźć sposób zgodny z prawem, a nie rozwiązanie polegające na jego łamaniu.
W sprawie pozwoleń na budowę starosta także nie zostawił pola do domysłów. Według niego urzędnicy nie mogli odmówić ich wydania, skoro inwestycje były zgodne z planem. Dodał, że służby wojewody dwukrotnie odrzuciły wnioski o unieważnienie pozwoleń, uznając, że zostały one wydane zgodnie z prawem. W przypadku inwestycji UKSW, jak mówił, obiekty zostały już odebrane przez powiatowy nadzór budowlany.
Starosta wskazał też rozwiązanie, które — jego zdaniem — przenosiłoby odpowiedzialność na właściwego zarządcę. Jeśli miasto chce ograniczyć ruch na drodze wewnętrznej, może ustawić znak zakazu ruchu już na swoim terenie. Wtedy, jak mówił, starostwo nie miałoby w tej sprawie nic do powiedzenia, a odpowiedzialność spoczywałaby na zarządcy drogi wewnętrznej.
Wcześniejszą konferencj w tej samej sprawie, ale z udziałem przedstawicieli miasta opisalimy wcześniej tu: Miasto protestuje, starosta zdecyduje. Czy samochody wjadą na ścieżkę przy Arciszewskiego?